Dziś na początek kilka słów o złości.

Mam wrażenie, że w całej gamie emocji złość jest zaniedbana i po prostu czasem mi jej szkoda. Albo ktoś jej nie lubi, albo się jej boi albo uważa, że wszystko zepsuje i najlepiej, żeby się schowała pod dywan i nie wychodziła.

Co ciekawe w ogóle nie mówię tu o dzieciach. W pracy z dziećmi lubię przedstawiać emocje w formie postaci – łatwiej jest im wtedy zidentyfikować, nazwać i przyjąć to, co czują. 

I widzę, że z dużą otwartością witają czerwonego, rozżażonego potwora, z którego aż kipi. 

Ale co z nami, dorosłymi? Tutaj jest trochę inaczej. Każdy z nas ma swoje doświadczenia z domu rodzinnego, dodatkowo nasza kultura nie pomaga. Często złość dla nas = agresja. 

Co tylko utrudnia wspieranie dziecka w emocjach, bo już na wczesnym etapie rozwoju malucha jesteśmy nastawieni na to, żeby tą złość szybko schować, uciszyć, pozbyć się jej. 

Sama przeszłam długą drogę w tym, jak dzieciom w tej złości towarzyszyć. 

Wertowałam badania, czytałam książki, sięgalam porad i szkoliłam się u specjalistów. 

Aż skończyłam i zobaczyłam, że zanim do rozwiązania muszę przyjrzeć się temu, kim ona jest. Były to wczesne lata mojej pracy i zobaczyłam, że jak się z nią zaprzyjaźniłam to dużo to rozwiązało. Potrafiłam po prostu być obok dziecka i to działało. Z czasem widziałam, że dzieciom też jest lepiej. 

Zaczęło być jakoś tak spokojniej, kiedy zrobiliśmy dla niej miejsce.

Mam wrażenie, że część z nas właśnie tak chodzi dookoła i zastanawia się jak ją podejść.

No bo co to znaczy wspierać dziecko? 

Czy mamy wyciszać?

Rzucać z dzieckiem kulkami do kosza, rysować złość czy uderzać w poduszkę? 

A co robić, kiedy moja pociecha krzyczy i tupie? 

Pozwolić, czy jednak nie, bo to już wykracza poza normy? 

To pytania, które są wpisane w rodzicielstwo. 

Dlatego zawsze zachęcam do tego, żeby któregoś wieczoru, kiedy dziecko będzie już spać spróbować spotkać się ze swoją złością i trochę z nią pogadać: 

“Hej, skąd się tu wzięłaś i kim jesteś?” 

Czy dla mnie ta złość może coś wnosić czy raczej niszczy?  

Jak mi jest z tym, że moje dziecko tak się złości?

Jak postrzegam złość w życiu dziecka? Czy jest mu potrzebna?

A może jest mi po prostu trudno towarzyszyć dziecku, bo chcę jak najlepiej, ale trochę mnie to przerasta i ta złość mnie przytłacza? Może mam jej dość?

Zachęcam, żeby umówić się z nią na spotkanie – bo jak sobie z nią pogadamy to jest nam później dużo łatwiej towarzyszyć dziecku. 

Zdjęcie: Eddie Kopp – unsplash.com