„On jest wrażliwcem.” „Od małego chował się za mną albo siedział długo na kolanach, zanim poszedł się bawić z dziećmi.” „Często płacze i potrzebuje dużo więcej czasu na wyciszenie niż inne dzieci.” „Każdą metkę musimy odcinać, bo wszystko go drapie. ” Jeśli czujesz, że część z tych określeń pasuje do Twojego dziecka możliwe, że jest ono właśnie wysoko wrażliwe.

Autorką pojęcia jest Elaine Aron. Wysoko wrażliwe dzieci określa jako te, które przychodzą na świat ze skłonnością do zauważania większej liczby szczegółów w swoim otoczeniu.

Co to będzie oznaczało w praktyce? Dla mnie to grupa wyjątkowych dzieciaków, które po prostu widzą, czują i słyszą więcej.

Chcąc rozpoznać wysoko wrażliwego przedszkolaka możecie zwrócić uwagę kilka aspektów. Czy wchodząc do nowej grupy dzieci dłużej niż inni trzyma się najpierw z boku? Czy bacznie obserwuje to, co się dzieje, zanim ruszy do działania? Jest dobrym obserwatorem i zauważa niewielkie zmiany w otoczeniu? Potrzebuje więcej czasu na oswojenie się w nowym miejscu? Adaptacja trwała u niego dłużej niż u innych dzieci? Po dłuższym czasie nieobecności ma problem z powrotem do przedszkola? Łatwo wyczuwa nastrój rodzica? Może nie przepada za tłumnymi i głośnymi miejscami? Jest szczególnie wrażliwe na fakturę materiału? Czy mocniej reaguje na ból?

Rodzice zazwyczaj intuicyjnie czują, że ich dzieci są wrażliwsze niż inne. Czasem rodzice zaczynają to zauważać, kiedy na świat przychodzi kolejna pociecha i ujawniają się różnice.

Dlaczego odpowiedź na to pytanie jest tak ważna? Bo przyczyną wysokiej wrażliwości jest większa reaktywność układu nerwowego. A efektem to, że dzieci (dorośli też!) łatwo ulegają przestymulowaniu.

To, co nie przyciągnie uwagi innego dziecka dla wysoko wrażliwego przedszkolaka może być już mocno przytłaczające.

Hałas, podniesiony ton głosu – bodźce mogą być różne.

A to przestymulowanie czasem ciężko jest rozpoznać. Bo wysoka wrażliwość ma wiele wymiarów.

To nie tylko płaczliwość. Może chować się pod wybuchami złości. Wysoko wrażliwy może być też ten przedszkolak, który w odpowiedzi na zbyt dużą ilość bodźców łatwo się usztywnia i jest tak „grzeczniutki”, że słucha każdego polecenia Pani.

Dlatego kluczem jest obserwacja dziecka.

Można teraz zapytać – czy kolejna etykietka jest w ogóle potrzebna?

Dla mnie tak, ale nie po to, żeby je w niej zamykać. Tylko po to, żeby lepiej je zrozumieć.

Dla wielu rodziców często poznanie pojęcia wysokiej wrażliwości jest uwalniające. Zwłaszcza, gdy nie rozumieli skąd tak silne reakcje dziecka i zaczynało brakować im sił. Albo gdy tracili do siebie zaufanie, bo próbowali intuicyjnie dobrze towarzyszyć, ale od innych słyszeli: „Przestań przesadzać z tą jego wrażliwością, jeszcze się przyzwyczai.”

Zdjęcie do wpisu jest nieprzypadkowe. Dla mnie wysoka wrażliwość to nie kolejna etykieta tylko taka mapa i zaproszenie dla rodzica, które mówi: „Idź ze mną proszę dalej do przodu, tylko trochę inną ścieżką”.

*Pisząc artykuł dużo korzystałam z książki, do której bardzo lubię wracać Elaine Aronson – „Wysoko wrażliwe dziecko”.
Zdjęcie: Annie Spratt – unsplash.com